(ur. 956 - zm. 23 kwietnia 997)


św. Wojciech

Św. Wojciech, biskup i męczennik, którego Kościół w Polsce uznaje za jednego ze swoich głównych patronów, pochodził z książęcego rodu czeskich Sławnikowiców, spokrewnionego przez Dąbrówkę z dynastią Piastów.

Jego krew leży u fundamentów Kościoła i państwa na ziemiach piastowskich. Jako apostoł pogan w swej ostatniej misji dotarł do wybrzeży Bałtyku, gdzie 23 kwietnia 997 roku poniósł śmierć męczeńską. Przy jego grobie spotkali się w 1000 roku cesarz Otton III i książę Bolesław Chrobry, a wydarzenie to przeszło do historii jako Zjazd Gnieźnieński. Już wówczas św. Wojciech - wychowanek szkoły w Magdeburgu, biskup praski, mnich rzymski, apostoł Węgier i Polski, wreszcie męczennik pruski, którego ciało znalazło się w Gnieźnie – urastał do rangi symbolu duchowej jedności tworzącej się wówczas Europy.

Wzorem swoich wielkich poprzedników św. Cyryla i św. Metodego łączył duchowe tradycje różnych kultur. Po latach dzieciństwa spędzonego na dworze rodziców w czeskich Libicach, zdobył wykształcenie w Magdeburgu, gdzie przez 10 lat pobierał nauki w jednej z lepszych szkół owych czasów. Tam też otrzymał bierzmowanie, a na cześć ówczesnego arcybiskupa Magdeburga przyjął drugie imię Adalbert. W 981 roku powrócił do Czech, gdzie otrzymał święcenia kapłańskie, a rok później, po śmierci biskupa praskiego Dytmara, objął tamtejsze biskupstwo.

Jako biskup Pragi hojnie wspierał ubogich oraz budowę kościołów. Zdecydowanie sprzeciwiał się wielożeństwu, rozwiązłości, handlowi niewolnikami z krajami muzułmańskimi i intrygom czeskich możnowładców, co w efekcie spowodowało jego konflikt z księciem Bolesławem II. Św. Wojciech wraz z bratem Radzimem opuścił Pragę i udał się do klasztoru benedyktynów w Rzymie. Tam zrezygnował z godności biskupiej i prowadził życie mnicha, które koncentrowało się na ascezie, modlitwie, czytaniu i pracy fizycznej. Po kilku latach, ulegając naleganiom papieża i poselstwom rodaków, powrócił do Pragi, którą jednak musiał opuścić na zawsze, gdy zamordowano jego czterech braci, a także nastawano na jego życie.

Jako misjonarz wyruszył więc na Węgry, gdzie miał ochrzcić przyszłego króla Stefana I. Bywał też na dworze cesarza niemieckiego Ottona III, którego był spowiednikiem, powiernikiem i doradcą. W czasie długich pobytów za granicą dał się poznać elitom ówczesnego chrześcijaństwa zachodniego jako człowiek wyjątkowej świętości. Młody cesarz Otton III, jak i papież Sylwester II mieli dla niego najwyższe uznanie. "Jako człowiek Kościoła św. Wojciech zawsze zachowywał niezależność w niestrudzonej obronie ludzkiej godności i podnoszeniu poziomu życia społecznego. Z duchową głębią doświadczenia monastycznego podejmował służbę ubogim. Wszystkie te przymioty osobowości św. Wojciecha sprawiają, że jest on natchnieniem dla tych, którzy dziś pracują nad zbudowaniem nowej Europy, z uwzględnieniem jej korzeni kulturowych i religijnych" – stwierdził papież Jan Paweł II przemawiając w Gnieźnie z okazji 1000-lecia męczeńskiej śmierci patrona Polski.

Św. Wojciech nie mając możliwości powrotu do Czech, gdzie wymordowano jego rodzinę, znalazł oparcie na dworze Bolesława Chrobrego. Stamtąd w 997 roku wyruszył w swą ostatnią podróż misyjną do pogańskich Prus. Jednak już pierwsze spotkanie z Prusami okazało się niepomyślne, a misjonarze zostali zmuszeni do odwrotu. Kilka dni później, 23 kwietnia 997 roku we wsi Święty Gaj, niedaleko dzisiejszego Pasłęka, zostali zaatakowani. Św. Wojciech zginął śmiercią męczeńską.ikona św. Wojciecha

Bolesław Chrobry wykupił od Prusów ciało świętego. Miał ponoć zapłacić za nie tyle złota, ile ważyło. Doczesne szczątki św. Wojciecha spoczęły w katedrze gnieźnieńskiej, która od tego momentu stała się miejscem szybko rozprzestrzeniającego się na całą Europę kultu męczennika. Jego śmierć wywarła wielkie wrażenie w zachodnim chrześcijaństwie, dlatego już w 999 roku papież Sylwester II ogłosił Wojciecha świętym.

Przy jego relikwiach spotkali się w 1000 roku w Gnieźnie cesarz Otton III i Bolesław Chrobry - w obecności legata papieskiego. Zjazd Gnieźnieński miał zarówno znaczenie polityczne, gdyż zaowocował uznaniem państwa polskiego przez cesarstwo, jak i znaczenie kościelne, gdyż przy grobie św. Wojciecha została proklamowana pierwsza polska metropolia: Gniezno, w skład której weszły biskupstwa w Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu. Arcybiskupem gnieźnieńskim został brat św. Wojciecha – Radzim.

Tysiąc lat później Jan Paweł II w orędziu skierowanym do prezydentów krajów Europy środkowo-wschodniej, którzy przybyli do Gniezna na uroczystości 1000-lecia męczeńskiej śmierci św. Wojciecha powiedział, że o nieprzemijalności świadectwa tego świętego świadczy "umiejętność harmonijnego łączenia różnych kultur". Pamięć o nim jest szczególnie żywa w Europie środkowej, gdzie zaszczepiał chrześcijaństwo i propagował ewangeliczną wizję człowieka. Jednak do jego grobu po dziś dzień przybywają pielgrzymi nie tylko z krajów, gdzie głosił Ewangelię, ale z całej Europy.

Anna Wojtas

trumna św. Wojciecha

Dżuma. Ospa. Cholera. I… zwykła grypa. W historii nie brakowało chorób, które rozprzestrzeniały się z zabójczą skutecznością i dziesiątkowały populację globu. Które epidemie pochłonęły największą liczbę ofiar?

Dżuma Justyniana (541-544). Do 25 milionów ofiar

Pierwsza wielka epidemia dżumy dymieniczej w historii swoją nazwę zawdzięcza Justynianowi Wielkiemu, za rządów którego się rozpoczęła. „Przyszła z Egiptu, przez Palestynę i Syrię, a stamtąd dotarła do Konstantynopola” – opowiada o początkach zarazy publicysta Rodney Castleden. –„ Choroba była przenoszona przez zakażone szczury, które podróżowały w ładowniach statków kupieckich”.   Najbardziej narażone były miasta leżące na szlakach handlowych. W czasie pierwszej fali, trwającej do 544 roku, najmocniej ucierpiał Konstantynopol. W szczytowym momencie dziennie umierało tam nawet 10 tysięcy ludzi. Łącznie miasto straciło nawet 300 tysięcy mieszkańców. A po pierwszej fali przyszły kolejne – do 750 roku, jak podkreśla Dionysios Stathakopoulos, było ich aż osiemnaście!


Zaraza w Rzymie 

Choć świat starożytny znał już mordercze epidemie – wciąż przekazywano opowieści zarówno o pladze ateńskiej, jak i o zarazie antonińskiej – skala tej przewyższyła wszystko, czego doświadczono wcześniej. Liczbę ofiar szacuje się nawet na 15 do 25 milionów.W dotkniętych chorobą miejscach umierało średnio od 20 do 30 procent ludności. Nic dziwnego, że wedle nowych teorii naukowych to właśnie z powodu dżumy Justyniana (czy też plagi justyniańskiej) nie powiódł się ponowny podbój Italii przez Cesarstwo, a świat starożytny ostatecznie odszedł do historii.

Czarna śmierć (1346-1353). Do 50 milionów ofiar

Być może było to siedem najgorszych lat w historii Starego Kontynentu. Między 1346 a 1353 rokiem zniknęło nawet 50-60 procent populacji Europy, Północnej Afryki i Zachodniej Azji. Bardziej ostrożne szacunki wymieniają śmiertelność „zaledwie” 30-procentową – ale przecież i to oznaczało całkowite przeobrażenie dotkniętych zarazą regionów.  Wystarczy wyobrazić sobie, że z Europy mogło nagle, w ciągu kilku lat, zniknąć 50 milionów ludzi. Na tyle liczbę ofiar określa badacz Ole Jørgen Benedictow .  Średniowieczne społeczeństwa nie miały żadnej skutecznej broni do walki z chorobą. Nie wiedziano jeszcze, jak się przenosi. Niektórzy oskarżali „złe powietrze” i masowo uciekali z miast w rzekomo zdrowsze tereny górskie. Nie brakło i takich, którzy o wszystko obwiniali Żydów i organizowali brutalne pogromy.   Co gorsza, czarna śmierć stanowiła tylko pierwszą falę w rozpoczynającej się właśnie drugiej pandemii dżumy. Kolejne pojawiały się w różnych rejonach świata regularnie aż do pierwszej połowy XIX wieku.

XIV-wieczne przedstawienie czarnej śmierci. Ilustracja Pierarta dou Tielta 

Pandemia w Ameryce (XVI wiek). Do 25 milionów ofiar

Dla rdzennych mieszkańców Nowego Świata pojawienie się konkwistadorów oznaczało śmiertelne zagrożenie. I to nie ze względu na ich dążenie do podboju nowych terytoriów, a z powodu przywleczonych ze Starego Kontynentu zarazków. Najwięcej ofiar spośród chorób europejskich, dziesiątkujących ludność Ameryk, zebrała najprawdopodobniej ospa, która dotarła do brzegów karaibskich w 1518 roku, towarzysząc przybyszom z Hiszpanii.  Przeczytaj też: Z bólu gryźli ziemię, wymiotowali bez przerwy. Zapomniana choroba zabiła pół miliona Polaków   Do Meksyku przeniknęła już w lutym 1519 roku – i miała niebagatelny wpływ na osłabienie i szybki upadek imperium Azteków. Łącznie epidemia pochłonęła nawet 5-8 milionów istnień.   A na tym nieszczęścia Ameryki Środkowej się nie skończyły. W latach 40. XVI wieku tamtejszą ludność dotknęła kolejna fala choroby, którą nazywano cocolitzli. Badacze do dzisiaj spierają się, czy może chodzić o tyfus, płucną dżumę, może czerwonkę?  Jedno jest pewne – ze śmiertelnością wahającą się od 60 do 90% dosłownie zdziesiątkowała populację kontynentu. Życie straciło nawet 15 milionów ludzi.  Niemal równie pewne jest, że i w tym przypadku winni byli Europejczycy. „Szczególnie podejrzana była zakażona hiszpańska flota, która dotarła do zatoki Campeche w Meksyku w grudniu 1544 roku” – wyjaśnia J. N. Hays.  

Badanie marynarzy przybyłych do portu w Londynie w 1905 roku – środek ostrożności przed trwającą pandemią dżumy (fot. Wellcome Images/CC BY 4.0).

 „Trzecia” pandemia dżumy (od ok. 1855). Do 12 milionów ofiar

„Ta pandemia dotknęła każdego kontynentu na kuli ziemskiej z wyjątkiem Antarktyki” – podkreśla profesor Susan D. Jones z Uniwersytetu Minnesoty. Szacuje, że w jej wyniku zmarło nawet 12 milionów ludzi, głównie w Chinach – gdzie choroba się pojawiła – i w Indiach.  Epidemia, która rozpoczęła się w 1855 roku, była trzecim i ostatnim wielkim uderzeniem dżumy dymieniczej (po zarazie z czasów Justyniana i średniowiecznej czarnej śmierci). Zdobywała kolejne tereny powoli, ale nieubłaganie.  W ciągu niemal stu lat trwania (jej koniec przypada dopiero na okolice 1960 roku!) dotarła do Afryki, Oceanii i – po raz pierwszy w historii – do Ameryki.  By powstrzymać pochód choroby, po raz pierwszy podejmowano wysiłki na skalę międzynarodową. Międzynarodowa Konferencja Sanitarna przyjęła porozumienie w sprawie wzajemnego przekazywania informacji i reguł kwarantanny. Dyskutowano też o próbach kontroli populacji szczurów, które zidentyfikowano jako głównych nosicieli śmiercionośnej bakterii.

Hiszpanka (1918-1919)

To była najgorsza epidemia grypy w dziejach, choć z pewnością nie pierwsza. Zaledwie trzydzieści lat wcześniej, w latach 1889-1890 z powodu tej samej choroby zmarł nawet milion ludzi.


Hiszpanka w St. Louis w stanie Missouri (domena publiczna).

Pandemia hiszpanki – jak niesłusznie nazwano schorzenie powstałe z winy śmiercionośnego wirusa – rozpoczęła się w ostatnim roku I wojny światowej i do wiosny 1919 roku przyniosła śmierć dziesiątkom milionów ludzi. Najniższe szacunki określają liczbę jej ofiar na ponad 30 milionów. Te najwyższe sięgają 100 milionów.   Skąd tak straszliwe żniwo? Złożyło się na to wiele czynników. Nie znano jeszcze wówczas wirusów, nie wiedziano zatem, co właściwie powoduje chorobę. Wirus z 1918 roku był ponadto wyjątkowo złośliwy, atakując szczególnie dotkliwie młodych ludzi.  Poza tym rządy reagowały często zbyt późno, długo pozwalając na nieskrępowane rozprzestrzenianie się zarazków

Przeczytaj też o hiszpance w Polsce. Ile osób padło ofiarą choroby?

Bibliografia

  1. Encyclopedia of Pestilence, Pandemics, and Plagues, red. Joseph P. Byrne, Greenwood Press 2009.
  2. J. N. Hays, Epidemics and Pandemics. Their Impacts on Human History, ABC-CLIO 2005.
  3. Rodney Castleden, Największe katastrofy w dziejach, Bellona 2009.

 

Autor  Anna Winkler

Wielkim skarbem wrocławskiej katedry jest piękna monstrancja, zwana słoneczną, z fundacji biskupa Sebastiana von Rostocka, zarządzającego diecezją w latach 1664-1671.
 Monstrancja wykonana ze srebra przez wrocławskiego złotnika Jakuba Hedelhofera w 1672 r. jest bogato złocona złotem z biskupiej kopalni w Zuckmantel (Zlote Hory) i ozdobiona drogimi kamieniami oraz kolorową emalią. Dziekan kapituły katedralnej książę Ferdynand Leopold von Holstein (+ 1702 r.) ofiarował diamentowy krzyżyk, który umieszczono na zwieńczeniu jej górnej części, czyli tzw. glorii. Tenże dziekan ufundował również katedrze piękne srebrne tabernakulum – tłumaczy historyk ks. prof. Józef Pater.
Fundator monstrancji bp Sebastian Rostock wspominany jest w historii archidiecezji jako ten, który wprowadził ożywienie religijne po zniszczeniach wojny trzydziestoletniej i kontrreformacji, kiedy to rządców na biskupim tronie ustanawiał cesarz austriacki. Byli to arcyksiążęta austriaccy, nie posiadający odpowiedniego wieku ani święceń kapłańskich: Leopold I Wilhelm Habsburg (1656-1662), który tylko raz gościł we Wrocławiu i Karol Józef Habsburg (1663-1664), czternastoletni syn cesarza Ferdynanda III. Ich rządy uniemożliwiały właściwą pracę duszpasterską, a odrodzony na Śląsku katolicyzm nazywano „katolicyzmem cesarskim”.
Biskup Rostock, opierając się na pomocy jezuitów i kapucynów, gorliwych na polu kaznodziejskim, misyjnym i liturgicznym, kładł wielki nacisk na rozwój m.in. kultu eucharystycznego, czego wymownym wyrazem jest właśnie fundacja monstrancji, podnoszącej prestiż nabożeństw katedralnych. Rozwój kultu eucharystycznego kontynuował jego następca, kard. Fryderyk Hessen Darmstadt (1671-1682), nawrócony w 1637 r. na katolicyzm, który wskrzesił po długich latach procesje Bożego Ciała i założył bractwo Najświętszego Sakramentu.
Monstrancja „słoneczna” używana była i nadal jest używana w czasie katedralnej procesji Bożego Ciała. Podczas 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego, który miał miejsce w 1997 r. we Wrocławiu, służyła podczas nabożeństwa w katedrze, któremu przewodniczył św. Jan Paweł II.
Ciekawym nawiązaniem do pracy mistrza Hedelhofera jest monstrancja z kościoła św. Mikołaja w Brzegu. Podczas jej niedawnej konserwacji odczytano znak złotniczy, tzw. puncę miejską, stosowaną ok. 1690 r. w Świdnicy oraz monogram mistrza Johanna Scholtza ze znanej rodziny złotników wrocławskich. Wykonana prawdopodobnie dla innego kościoła jest zdobiona m.in. postacią św. Bartłomieja, patrona dynastii Piastów śląskich.

Msze święte w intencji pokoju i za ofiary II wojny światowej mają być odprawione 1 września we wszystkich polskich katedrach. Wspólne słowo w związku z 80. rocznicą wybuchu wojny przygotowały episkopaty Polski i Niemiec.

Poinformował o tym podczas wtorkowej konferencji prasowej w Częstochowie po zakończeniu Rady Biskupów Diecezjalnych przewodniczący Komisji Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski abp Wiktor Skworc.

"Jako ludzie wiary wierzymy głęboko w owocność modlitwy. Dlatego 1 września bieżącego roku, kiedy przypada 80. rocznica wybuchu II wojny światowej, razem z biskupami niemieckimi wzywamy do modlitwy za ofiary II wojny światowej i do modlitwy o pokój" – powiedział. Jak ocenił metropolita katowicki, pokój jest we współczesnym świecie wartością najbardziej zagrożoną i dlatego potrzeba "wspólnotowego głosu wołania o pokój i zachęty do modlitwy o pokój".

"Mamy do tego szczególne prawo – Polska była pierwszą ofiarą drugiej wojny światowej, ponieśliśmy znaczące ofiary ludzkie i materialne, ale potem, po pewnym okresie doszło do pojednania – odnosił się do niego ten słynny list biskupów polskich do niemieckich. Dlatego mamy szczególne prawo, żeby teraz wspólnie występować w sprawie pokoju, żeby zachęcać do modlitwy o pokój i apelować o pokój" – podkreślił abp Skworc.

Biskupi diecezjalni i pomocniczy mają 1 września w swoich katedrach odprawić mszę świętą w intencji pokoju i za ofiary II wojny światowej.

"Razem z episkopatem niemieckim wydaliśmy też słowo, które nosi tytuł +Ze wspólnej pamięci rodzi się inspiracja dla wspólnej teraźniejszości i przyszłości+. Przyszłość wiążemy przede wszystkim z darem pokoju – trzeba się o ten dar pokoju się modlić, ale także trzeba ten pokój budować, bo pamiętajmy, że błogosławieni są ci, którzy wprowadzają pokój. Bądźmy tymi, którzy ten pokój budują – w społecznościach lokalnych, rodzinach, w społeczeństwie, także w relacjach między państwami, bo pokój to nie tylko brak wojny. Dzisiaj w świecie toczą się wojny mniej lub bardziej regularne, tym bardziej to wołanie z Polski o pokój jest aktualne i godne zauważenia" – podsumował abp Wiktor Skworc.

 
 

W związku z niesłabnącym zainteresowaniem wystawą prezentującą oryginalny srebrny ołtarz fundowany do Katedry Wrocławskiej przez arcybiskupa Andreasa Jerina- została ona przedłużona do 13 października 2019 roku.

dr hab. Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu:

Nigdy by do tej wystawy nie doszło, gdyby nie wyjątkowa nić porozumienia i owocna współpraca, które od kilku lat łączą Muzeum Narodowe we Wrocławiu oraz parafę katedralną pw. św. Jana Chrzciciela. To, że potrafiliśmy się zjednoczyć w dziele przywracania świetności największemu skarbowi tej świątyni jest warte szczególnego odnotowania. Gdyby nie otwartość i życzliwość Jego Ekscelencji Księdza Arcybiskupa dr. Józefa Kupnego Metropolity Wrocławskiego oraz księdza dziekana Pawła Cembrowicza, proboszcza katedry wrocławskiej, nie byłoby tego odważnego przedsięwzięcia – zarówno w wymiarze konserwatorskim, jak i wystawienniczym.

Dla mnie osobiście jest to ziszczenie wyjątkowego pragnienia. Wszak marzenie, aby zobaczyć ten ołtarz w pierwotnym kształcie – w jego ideowym, artystycznym i materialnym bogactwie, w dostojeństwie wyszukanej formy i jako poświadczenie talentu najwybitniejszych twórców wrocławskiego manieryzmu – towarzyszyło mi od lat i było dzielone z wieloma historykami sztuki, muzealnikami i konserwatorami. Dzisiaj to się spełnia, ale żeby móc przeżyć ten niezwykły moment, musiała poprzedzić go wielka praca – dzieło rekonstrukcji ołtarza. To konserwatorzy Muzeum Narodowego we Wrocławiu „unieśli” ciężar tego zadania, a swoją kompetencją, talentem i pełną oddania oraz poświęcenia pracą przywrócili ołtarz do życia.

 

In den Jahren 1585-1696 begleitete Andreas Jerin die Würde des Breslauer Bischofs. Als seine Stiftung wurde der Hochaltar des Breslauer Doms für 10 000 Taler hergestellt. Diese Aufgabe wurde zwei breslauenr Künstler anvertraut. Die Malerarbeiten übernahm Bartholomäus Fichtenberger und für die Goldschmiedarbeiten war Paul Nitsch verantwortlich. Beide gehörten zu den bedeutesten Schöpfern des schlesischen Manierismus.

Der von Bischof Jerin gestiftete Altar wurde "Silberaltar" genannt. Er besteht aus dem durch vier Flügel zu schliessenden Zentralschrein in dem die Kreuzigung Christi gezeigt wird. Die Innenflügel besitzen architektonische Nischen in denen sich aus vergoldetem Silber gefertigte  Figuren heiliger Patrone befinden. Die Geschichte des Denkmals spiegelt das bewegte Schicksal von Breslau wider. Während des 30-jahrigem Krieges besetzen 1632 schwedische und sachsische Truppen die Dominsel, welche den Dom plünderten und ausraubten. Die silbernen Skulpturen waren gesichert und gerettet worden aber die Silberbleche, die ursprünglich den Hintergrund fur die Figuren bildeten, wurden ein Raub den Okkupanten. Die nächste Katastrophe ereilte den Altar am Ende des zwieten Weltkriegs. Vor der Belagerung der Stadt wurde  der Altar zwar  demontiert aber im Dom verblieb der Altarschrein mit der Bekrönung und  die Predella. Sie verbrannten nach der Bombardierundg der Dominsel im Jahre 1945.

2017 wurden die erhaltenen Elemente nach üüber 70 Jahren erstmals zusammengebracht und im Nationalmuseum präsentiert. Am 11.01. 2018 wurde eine Absichtserklärung in Fragen der Rekonstruktion des Altars  zwischen der Stadtverwaltung und der Breslauer  Kirche unterschrieben. Heute kann man den renovierten Altar im Nationalmuseum bewundern. Ab September 2019 wird er  schon wieder im Dom zu sehen. 

11 stycznia 2018 Arcybiskup Józef Kupny, metropolita wrocławski, Prezydent Wrocławia Rafał Dudkiewicz, ksiądz Paweł Cembrowicz, proboszcz parafii katedralnej, oraz dr hab. Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu,  podpisali list intencyjny w sprawie rekonstrukcji ołtarza głównego katedry wrocławskiej. Kilkanaście miesięcy później,  30 kwietnia 2019 roku,  miało miejsce  historyczne wydarzenie – po raz pierwszy od czasów II wojny światowej prezentowany jest w całej swojej okazałości słynny srebrny ołtarz z katedry wrocławskiej pw. św. Jana Chrzciciela. Stało się to możliwe dzięki  pracom przeprowadzonym przez zespół specjalistów-konserwatorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu.

Ołtarz ufundował w 1591 r. biskup Andreas Jerin, jeden z najwybitniejszych włodarzy śląskiej diecezji, a wykonali go dwaj renomowani artyści wrocławskiego manieryzmu: złotnik Paul Nitsch oraz malarz Bartholomaeus Fichtenberger. Wzbudzające powszechny zachwyt i będące jedną z atrakcji Wrocławia dzieło zdobiło katedralne prezbiterium od 1591 do 1945 r. Zdemontowane przed oblężeniem Wrocławia, nigdy już nie powróciło na dawne miejsce, a jego liczne elementy zostały uszkodzone bądź zaginęły. 

Bezcenny zabytek przygotował do wystawy specjalnie powołany zespół konserwatorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Niezachowane fragmenty zostały odtworzone, dzięki czemu ołtarz odzyskał swój pierwotny wygląd i dawno nieoglądany splendor.Na wystawie prezentowane są również inne niezwykłe dzieła złotnicze wykonane dla katedry wrocławskiej w Augsburgu (najważniejszym w nowożytnej Europie centrum sztuki złotniczej), m.in.: wielkie srebrne tabernakulum J.W. Fesenmayra, antependium A. Drentwetta, komplet czterech srebrnych figur ołtarzowych, zestaw świeczników i tzw. tablice kanonów. Ów augsburski komplet stanowił swoistą formę drugiego, już barokowego i rokokowego ołtarza, która współistniała z manierystycznym ołtarzem głównym.

Zwiedzający mogą również zobaczyć – po raz pierwszy – odnalezione niedawno barwne projekty przebudowy i aranżacji prezbiterium katedry wrocławskiej z lat 30. XX w.

Wystawie towarzyszy bogato ilustrowany informator ➸

 

Na południowej elewacji Katedry Wrocławskiej została umieszczona tablica pamiątkowa ku czci prof. Edmunda Małachowicza, architekta i autora hełmów na wieżach katedralnych.
.Po oficjalnym odsłonięciu tablicę pobłogosławił ks. kan. Paweł Cembrowicz, proboszcz parafii katedralnej, który poprowadził także modlitwę. W uroczystości wzięła udział rodzina śp. prof. Małachowicza. Warto poznać bliżej tę wybitną postać

Edmund Małachowicz był wybitnym nauczycielem akademickim, konserwatorem, badaczem, jedynym po prof. Janie Zachwatowiczu członkiem Polskiej Akademii Nauk reprezentującym sztukę konserwacji zabytków, autorem książek o Wrocławiu i żołnierzem Armii Krajowej. Pochodził z Wilna.  Z jego wiedzy i dorobku nadal korzysta wielu naukowców i konserwatorów. Pozostawił po sobie również liczne grono uczniów.

- Spotykamy się pod tą tablicą równo 4 lata po śmierci profesora. Znamy dobrze jego zasługi, jeśli chodzi o odbudowę wrocławskiej katedry. Działał w kilku miejscach, ale Ostrów Tumski obdarzał wyjątkową miłością. Zostawił tu mnóstwo zaangażowania i pracy, zaczynając od czasów studenckich. Pamiętajmy, że choćby hełmy katedralne są jego autorstwa - mówił ks. Cembrowicz.

Pochwalił także projekt i wykonanie pamiątkowej tablicy umieszczonej na przyporze. Bardzo dobrze wkomponowuje się ona w elewację zabytkowej świątyni. - Bywa tak, że tablice po wykonaniu okazują się intruzami, burzą pewien porządek. Ta stała się ozdobą katedry, co mnie bardzo cieszy - stwierdził kapłan.

Inicjatorem i głównym organizatorem działań upamiętniających E. Małachowicza jest prof. Olgierd Czerner, były wiceprezydent Międzynarodowego Komitetu ICOMOS, wieloletni dawny dyrektor Muzeum Architektury we Wrocławiu i profesor Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej. To on w 2017 r. podjął starania, których finałem było właśnie odsłonięcie tablicy. - Muszę przyznać, że szybko otrzymałem pozytywną odpowiedź abp. Józefa Kupnego na mój pomysł. Od razu też uzyskałem przychylność księdza proboszcza i powołaliśmy specjalny 16-osobowy komitet honorowy, w którego skład weszli m.in. architekci, rektorzy wyższych uczelni - opowiadał prof. Czerner.

Tablicę ufundowali Stowarzyszenie Konserwatorów Zabytków, Politechnika Wrocławska oraz przyjaciele i koledzy prof. Małachowicza.

Ostrów Tumski i Wyspa Piaskowa to najpiękniejsze i najbardziej urokliwe miejsca na świecie. Ich magia i czar są pochodną bardzo bujnej i ciekawej, nieraz tragicznej historii tego regionu, który słynie przede wszystkim z bardzo licznie nagromadzonych i wspaniale zachowanych średniowiecznych oraz barokowych obiektów zabytkowych.


KATEDRA WROCŁAWSKA PW. ŚW. JANA CHRZCICIELA
Katedra wrocławska pw. św. Jana Chrzciciela, najważniejszy i bodaj najpiękniejszy kościół archidiecezji wrocławskiej - Matka Kościołów Archidiecezji Wrocławskiej - należy do czterech najstarszych kościołów katedralnych w Polsce. W miejscu obecnej gotyckiej katedry była usytuowana świątynia (być może na dawnym pogańskim miejscu kultu) już w ostatniej ćwierci X w. Ta pierwsza świątynia - murowana - była zaprojektowana na planie krzyża. 
Pierwsza katedra (przedromańska) została wzniesiona w pierwszym dziesięcioleciu XI w., po powstaniu w 1000 r. biskupstwa we Wrocławiu. Była to bazylika bez transeptu.
Druga katedra stanęła na miejscu rozebranej poprzedniej budowli w trzeciej ćwierci XI w. Była to bazylika romańska z transeptem i kwadratowym chórem zamkniętym apsydą. Trzecia katedra powstała w trzeciej ćwierci XI w., także w stylu romańskim, jako bazylika z transeptem i nawą, która została zakończona zachodnią fasadą z dwoma wieżami.
Obecna katedra - gotycka - początkami sięga 1244 r. W latach 1244-1272 wzniesiono chór katedry z ambitem (dobudowany do istniejącej katedry romańskiej). Na początku XIV w. rozpoczęto budowę gotyckiej nawy katedry (w miejsce romańskiej), a w latach 1354-1361 wzniesiono kaplicę Mariacką. W 1416 r. ukończono budowę wieży północnej wraz z hełmem w zachodniej elewacji.
W późniejszych wiekach katedra wrocławska była wielokrotnie przebudowywana. W latach 1556-1580 wzniesiono hełmy renesansowe na wieżach zachodniej fasady, a w latach 1671-1672 dobudowano kaplicę Najświętszego Sakramentu. W 1680 r. rozpoczęto budowę kaplicy św. Elżbiety, a zakończono ją w 1700 r. W latach 1716-1724 dobudowano kaplicę Bożego Ciała, a w 1749 r. rozpoczęto dobudowę Kaplicy Zmarłych (dziś Zmartwychwstania Chrystusa). W XVII i XVIII w. wykonano nowy wystrój wnętrza katedry (w tym ołtarze w kaplicach bocznych) oraz wiele epitafiów. W latach 20. XX w. pojawiły się nowe hełmy wież w zachodniej fasadzie katedry. Prace te wieńczyły okres odbudowy (180 lat) po wielkim pożarze w 1759 r.
Największych zniszczeń katedra wrocławska doznała podczas oblężenia Wrocławia pod koniec II wojny światowej. Zniszczenia były tak wielkie (75%), że zastanawiano się, czy możliwa jest odbudowa katedry. Po wojennych zniszczeniach katedrę wrocławską zaczęto odbudowywać w 1947 r. Prace trwały do 1951 r. Wiele elementów wystroju wnętrza nie zachowało się do obecnych czasów (zostały zniszczone w wyniku działań wojennych). Część wystroju (decyzją władz komunistycznych) wywieziono poza Wrocław. Pewne elementy obecnego wystroju wnętrza katedry pochodzą z innych kościołów Wrocławia i Dolnego Śląska (np. stalle czy gotycka nastawa ołtarza głównego czy instrument organowy przeniesiony z Hali Stulecia). Wykonano również nowe elementy wystroju - m.in. witraże.
Ostatnie dwadzieścia lat XX w. i pierwsze dziesięciolecie XXI w. (do dnia dzisiejszego) to ciąg prac restauracyjnych i konserwatorskich. W tym czasie wzniesiono nowe hełmy wież w fasadzie zachodniej, wykonano konserwację elewacji wież, elewacji katedry i konserwację oraz rekonstrukcję kamieniarki i detalu architektonicznego. We wnętrzu katedry poddano konserwacji nastawy ołtarzowe (wraz z gotyckim poliptykiem w prezbiterium), obrazy w prezbiterium, freski gotyckie w ambicie i wystrój kaplic barokowych wraz z freskami, część gotyckich, renesansowych i barokowych epitafiów, witraże oraz wiele innych elementów wystroju wnętrza.
Wszystkie te prace wykonano po to, aby wrocławska katedra nabrała blasku i piękna, jaki zamierzyli sobie jej budowniczowie. 

KOŚCIÓŁ PW. ŚWIĘTEGO KRZYŻA
Kościół kolegiacki pw. Świętego Krzyża to dwukondygnacyjna gotycka świątynia ufundowana przez księcia Henryka IV Probusa na pamiątkę zakończenia konfliktu z biskupem Tomaszem II. Kościół stał się miejscem pochówku jego fundatora, który został pochowany w pięknym gotyckim sarkofagu (obecnie w Muzeum Narodowym we Wrocławiu).
Dolny kościół pw. św. Bartłomieja wzniesiono w latach 1288-1295. Budowę górnego kościoła pw. Świętego Krzyża rozpoczęto w 1320 r., a zakończono 30 lat później. Kościół pw. Świętego Krzyża (także dolny pw. św. Bartłomieja) został wybudowany na planie krzyża z transeptem trzynawowym.
W VXIII w. kościół pw. Świętego Krzyża otrzymał piękny barokowy wystrój, który uległ zniszczeniu podczas II wojny światowej (zniszczony w 25%). Kościół pw. Świętego Krzyża od 1288 r. pełnił funkcję siedziby kapituły kolegiackiej , która została rozwiązana w 1810 r., dekretem sekularyzacyjnym rządu pruskiego. Kapitułę tę reaktywował ks. Kardynał Henryk Gulbinowicz 14 września 1998 r.
W 1946 r. przystąpiono do prac zabezpieczających kościół (w ramach odbudowy) po zniszczeniach wojennych. Po 1957 r. przystąpiono do całkowitej odbudowy kościoła górnego. W latach 90. XX w. i na pocz. XXI w. wykonano wiele prac konserwatorskich, remontowych i estetyzujących: przełożono całe pokrycie dachowe, zamontowano nowy instrument organowy w nowym prospekcie, wykonano nowe stalle kanonickie oraz nową tablicę upamiętniającą kapitułę kolegiacką (w tym: Mikołaja Kopernika - członka tejże kapituły). Namalowano także nowe obrazy do nastaw barokowych ołtarzy w transepcie oraz zamontowano nowe oświetlenie wnętrza. Pomieszczenia przy zakrystii z przeznaczeniem na kapitularz zostały gruntownie wyremontowane. Wszystkie prace, które zostały wykonane, przywróciły dawną świetność kościoła kolegiackiego. 

KOŚCIÓŁ PW. ŚŚ. PIOTRA I PAWŁA
Pierwszy kościół pw. św. Piotra został wzniesiony w 1175 r. jako kaplica opata cystersów z Lubiąża. Obecny kościół (w stylu gotyckim, jednofilarowy) został wzniesiony w 1454 r. (w pierwszym etapie w 1404 r. wybudowano prezbiterium). Od 1512 r. tytułowany jest kościołem pw. Śś. Piotra i Pawła.
W 1634 r. podczas pożaru Ostrowa Tumskiego, spaliły się dach i sklepienia kościoła. Został odbudowany ponad 30 lat później, w 1667 r. Po wybudowaniu sierocińca (w latach 1702 - 1715, w stylu barokowym) kosciół pełnił funkcję "Orphanotropheum". 
Podczas działań wojennych (II wojny światowej) kociół pw. Śś. Piotra i Pawła został zniszczony w 60%, jednak po wojnie go odbudowano. W latach 90. XX w. został wykonany remont wnętrza kościoła (stworzono też nowy wystrój soborowy) i aranżacja ściany prezbiterium z tryptykiem gotyckim. Od XVII w. do pocz. XIX w. w tymże kościele sprawowano nabożeństwa i głoszono kazania w języku polskim.
W czasach komunistycznych przy tym kociele działało duszpasterstwo akademickie, które obejmowało swoją opieką duszpasterską wielu intelektualistów - późniejszych luminarzy zmian postkomunistycznych we Wrocławiu i w Polsce.

KOŚCIÓŁ PW. ŚW. IDZIEGO
Kościół pw. św. Idziego to najstarsza świątynia wzniesiona w stylu romańskim na Ostrowie Tumskim (i we Wrocławiu). Został zbudowany w I poł. XIII w. jako jednonawowy, dwuprzęsłowy. Posiada kwadratowe prezbiterium zakończone apsydą. Przykryte jest ono sklepieniem krzyżowym, a nawa - sklepieniem barokowym z XVIII w.
Kościół pw. św. Idziego - do czasów sekularyzacji w 1810 r. - pełnił funkcję kościoła parafialnego dla mieszkańców okolicy katedry (katedra była kościołem biskupim).
Podczas II wojny światowej kościół został zniszczony w 15%, a odbudowano go zaraz po zakończeniu działań wojennych. Prace konserwatorskie przeprowadzono w latach 1952-1953 (m. in. usunięto tynki elewacji zewnętrznej), w latach 1969-1971 (wykonano rekonstrukcję wnętrza kościoła - przywrócono pierwotny wygląd) oraz na pocz. XXI w. (wymieniono pokrycie dachu). Obecnie kościół pełni funkcję kaplicy dla najmłodszych dzieci z parafii katedralnej.

Kontakt

tel.: 511 087 085
e-mail: info@infocentrum.wroclaw.pl
www.infocentrum.wroclaw.pl
  InfoCentrum
na Ostrowie Tumskim
pl. Katedralny 1
50-329 Wrocław

Godziny otwarcia

poniedziałek - piątek  9.30 - 18.00
sobota  9.30 - 17.00
niedziela 14.00 - 17.30

Projekt jest współfinansowany ze środków gminy Wrocław

logowrocław

Odwiedziny

0692599
Dzisiaj
Wczoraj
Ten miesiąc
Ubiegły miesiąc
Od początku
68
384
985
16892
692599

2020-06-04 03:59


logo